Blog inspirowany Copenhagen Cycle Chic.

sobota, 26 lipca 2014

NYC - cz. 1

Ponieważ odczujemy dziś w naszych kanałach słuchowych, a jak częstotliwości pozwolą, to i na własnej skórze klimat nowojorsko-rowerowy podczas Cyklo Dźwięków, postanowiłam zacząć snuć historię mojego rowerowania po Nowym Jorku. Nie wiem jeszcze, ile wyjdzie z tego postów.. wyjdzie w praniu. Postaram się, żeby kolejne wpisy nowojorskie pojawiły się w niedługim czasie - w razie czego wszystko można znaleźć za pomocą "etykiet". 
Jeśli ktoś poczuje niedosyt zdjęć, to proszę o wybaczenie ale wolałam nie odrywać rąk od kierownicy i pędzić szerokimi, asfaltowymi ulicami...

Nowy Jork przywitał mnie pewnej piątkowej nocy. Wszędzie rozpychające się żółte taksówki, nie tak hałaśliwe, jak to sobie wyobrażałam. Dlaczego? Porównam do tego, co jest mi bliskie, czyli lokalnego podwórka. Na audiosferę Wrocławia z pewnością niekorzystnie wpływa tranzyt w centrum i nieremontowane szyny tramwajowe. Nowy Jork jest cichy.

Rowerzyści pojawili się momentalnie i przez cały mój pobyt nie znikali z zasięgu wzroku.


Od razu znalazłam też jedną z utworzonych w ostatnich latach przestrzeni publicznych za rządów przyjaznego mieszkańcom Michaela Bloomberga. Lubię wracać do wypowiedzi ówczesnej Komisarz do Spraw Transportu:


Janette Sadik-Khan dowodzi, że miasta (nawet ogromne metropolie) mogą stać się przyjazne mieszkańcom bez wielkich projektów, miesięcy zbędnych procedur i ogromnych nakładów finansowych... tymczasem Rafał powiesi sobie nad kominkiem zdjęcia Marylin Monroe kupione za jedyne 6mln z budżetu miejskiego.

Wracając do samego roweru, to w ostatnich latach stał się ważnym elementem krajobrazu miasta, krajobrazu również związanego z życiem nocnym. 

Po Nowym Jorku jeździ się.. BEZPIECZNIE! To fakt, uwierzcie. Składa się na to wiele czynników, postaram się wszystko dokładnie wyjaśnić w tym i w kolejnych postach o NYC.  

Wszystkie te filmy o hardcore'owych nowojorskich kurierach.. Sama czułam się początkowo zagrożona, jednak wyłącznie dlatego, że wszyscy mnie straszyli, a niektóry nawet odradzali mi rower ;)

Sobotni poranek w Bay Ridge po południowo-zachodniej stronie Brooklynu rozpoczęłam od wycieczki metrem w kierunku wypożyczalni rowerów.

W drodze rozglądałam się dookoła, bo lokalsi przecież zawsze dobrze wiedzą, czym się najlepiej jeździ po ich mieście.

Sensowne rowery znalazłam w okolicy Prospect Parku. Wypożyczenie roweru na całą dobę kosztowało ok. 30 dolarów.

- Chce Pani dodatkowo kask?
- Nie.
- Europejka? 
- Tak
- Wy zawsze bez kasków.. Ja jestem z Katalonii, też nie używam. Jak mnie policja zapyta o kask, to będę udawać turystę ale jeszcze nigdy mnie nie zapytali. 

Całkiem porządka szosówka amerykańskiej firmy Diamondback była dodatkowo wyposażona w zapasową dętkę sprytnie zamontowaną między siodełkiem a ramą. I tyle. 

Wszystkim podróżującym po miastach radzę - zabierajcie ze sobą zawsze małe, łatwo zdejmowalne lampki i zapięcie (ja na całe szczęście wzięłam U-lock mini - bezpieczny i mały, a przez to w miarę lekki do podróży).

Skoro już byłam w okolicy - postanowiłam odwiedzić Prospect Park. Jak się okazało - wszystkie miejskie tereny zielone były niegdyś również dostosowane do ruchu samochodowego. 3 pasy największej alei wewnątrz parku zostały podzielone - do biegania/chodzenia (dwukierunkowo), jeden rowerowy (jednokierunkowy) i jeden "samochodowy" (raczej dla karetek i dostaw z jakimś specjalnym pozwoleniem).  




Wyjeżdżając z parku od północy trafiłam na Grand Army Plaza z ogromnym łukiem tryumfalnym.. ale nie to interesowało mnie najbardziej. Skoro plac należy objechać dookoła,  to czy, a raczej jak pomyślano o ruchu rowerowym?





Rowerowe, dwukierunkowe korytko od wewnętrznej strony tego niby-ronda. 


W newralgicznych punktach licznie przecinających je dróg odgrodzone od jezdni (i pieszych!) wysepką.

Podążałam dalej na północ, zwiedzając również liczne ulice dookoła. Stojaki są porządne, choć jest ich niestety niewiele. Złodziejstwo - jak wszędzie. Chyba, że właściciel zabrał siodełko z sobą.. ;)

Właśnie.. jeden z głównych powodów BEZPIECZEŃSTWA na nowojorskich drogach jest taki, że ROWERZYŚCI JEŻDŻĄ ULICAMI! Wyjaśniam.. kierowcy mają świadomość ich ciągłej obecności. Gdyby kierowca spowodował wypadek ze słabszym uczestnikiem ruchu (pieszy, rowerzysta), to idzie za kraty i tyle. Nikt się nie wymiga wujkiem na komendzie, nikt nie ucieknie z miejsca przestępstwa. Tak samo jest w Kopenhadze - bardzo zaostrzone przepisy i ich RESPEKTOWANIE poprawiają bezpieczeństwo na drodze. Faktyczne bezpieczeństwo wzrasta wraz z szacunkiem ze strony tak zwanych silniejszych uczestników ruchu. Nie amulety typu kask, czy odblask. Kask w niczym nie pomoże przy zderzeniu z samochodem jadącym 60km/h w strefie 30.. (patrz progi nie-tak-bardzo-zwalniające przy Purkyniego). Szczerze mówiąc, to prawie ŻADEN rowerzysta w Nowym Jorku nie używa nawet światełek.. choć to uważam już za pewną głupotę. Przez cały czas, jaki spędziłam w Nowym Jorku nie widziałam nikogo na chodniku (poza parą turystów uciekających przed letnią burzą niedzielnej nocy).



I mną.. ale wyłącznie przez moment i tylko dla potrzeb wakacyjnego #selfie z mojej samotnej nowojorskiej przygody ;)

Ciąg dalszy nastąpi!