Blog inspirowany Copenhagen Cycle Chic.

piątek, 15 sierpnia 2014

NYC - cz. 2

Część druga (NYC - cz.1) nowojorskich przygód.


Dzielnica Żydowska na Brooklynie. Trafiłam na szabas, więc ulice były zupełnie puste.


Zielone tunele ponad drogami szybkiego ruchu, to cenne ułatwienie dla pieszych, rowerzystów i rolkarzy, 

a zadrzewione aleje naturalnie odcinają zabudowę od hałasu.


Zielony dywan 


po obu stronach drogi :)


Dużym zaskoczeniem były dla mnie pasy na ulicach jednokierunkowych, które poprowadzono z lewej (sic!) strony. Ulice na osi wschód-zachód są z reguły jednokierunkowe, poprowadzone naprzemiennie. Kontrapasy występują rzadko. Śluza ma ułatwić skręt w prawo na dużą aleję, którą można się poruszać w obu kierunkach. Na wprost widać pas ułatwiający przejazd przez skrzyżowanie. 

Nie wszystko jednak jest takie konsekwentne, niekiedy pasy zdarzają się również po prawej stronie ulicy, ale to w przypadku ulic dwukierunkowych ;) Tu właściwie zastosowano ostrzeżenie (tak zwany sierżant), coś zbliżonego do wrocławskich czerwonych rowerków wzdłuż Świdnickiej.

Jechałam w górę Brooklynu w poszukiwaniu industrialnych obiektów portowych.

Wzdłuż nich poprowadzono rekreacyjną drogę dla rowerów.


Zbliżając się do dzielnicy Dumbo, prosto z rekreacyjnej drogi trafiłam znów do korytka. Niewiele potrzeba, wystarczy zabrać jeden pas drogowy i zmieszczą się dwukierunkowa droga rowerowa, tym sposobem każdy będzie zadowolony.


Brooklyn Bridge Park - miejski basen, plaża i tereny rekreacyjne wzdłuż rzeki Hudson.



Z brakiem przestrzeni publicznej można sobie poradzić za pomocą miejskich mebli, 

a kilka starych doków portowych można zaadaptować na place zabaw, teren dla rolkarzy i boiska do wszelakich gier.

Pojeździłam trochę po industrialnym Dumbo i postanowiłam znaleźć prawdziwą, włoską pizzerię. Założona przez włoskich imigrantów w latach 50. 

Wielu nowojorczyków korzysta z publicznego roweru miejskiego. Można go również wypożyczyć, jako turysta, ale nawet wykupując całodobowy akces należy go zwracać do stacji co 30 min. pod groźbą sp`orych opłat.

Kolejna prowizoryczna przestrzeń dla ludzi, niewiele trzeba, wystarczy jedna ławka i ogromne donice z kwiatami, by wydzielić część dawnego pasa od aktualnego ruchu samochodowego. 

Z braku stojaków, każdy przypina, gdzie się da. Chodaki na obcasie, to interesujące zjawisko ;)

Odebrawszy zamówienie wróciłam tam, gdzie najprzyjemniej ogląda się zachód słońca.

Nie pozostało nic innego, jak przekroczyć Brooklyn Bridge, w tym celu należało się całkiem sporo cofnąć ;)

Tak zwana rowerowa "wolna amerykanka",

kolejna dwukierunkowa droga rowerowa wydzielona z jednego pasa ruchu przy jednokierunkowej jezdni.


Na sam most i przez niego prowadzi ciąg pieszo-rowerowy, jest to również najbardziej turystyczna trasa z łącząca Brooklyn z Manhattanem. Fatalna sprawa, tłumy turystów włażące na rowerową część muszą być na co dzień nie do zniesienia.






Widok na Manhattan Bridge, ten wystąpi jako główny bohater części 4 ;)


poniedziałek, 4 sierpnia 2014

W prążki

Prążki górują w wersji granatowo-białej, typowo marynarska estetyka. Pojawiają się jednak w innych wariantach kolorystycznych, w wydaniu męskim często obecne na koszulkach polo. Co do nich dobrać - zobaczcie sami. Niektórym zdecydowanie udaje się wyłamać z poza standardowych konwencji:















sobota, 26 lipca 2014

NYC - cz. 1

Ponieważ odczujemy dziś w naszych kanałach słuchowych, a jak częstotliwości pozwolą, to i na własnej skórze klimat nowojorsko-rowerowy podczas Cyklo Dźwięków, postanowiłam zacząć snuć historię mojego rowerowania po Nowym Jorku. Nie wiem jeszcze, ile wyjdzie z tego postów.. wyjdzie w praniu. Postaram się, żeby kolejne wpisy nowojorskie pojawiły się w niedługim czasie - w razie czego wszystko można znaleźć za pomocą "etykiet". 
Jeśli ktoś poczuje niedosyt zdjęć, to proszę o wybaczenie ale wolałam nie odrywać rąk od kierownicy i pędzić szerokimi, asfaltowymi ulicami...

Nowy Jork przywitał mnie pewnej piątkowej nocy. Wszędzie rozpychające się żółte taksówki, nie tak hałaśliwe, jak to sobie wyobrażałam. Dlaczego? Porównam do tego, co jest mi bliskie, czyli lokalnego podwórka. Na audiosferę Wrocławia z pewnością niekorzystnie wpływa tranzyt w centrum i nieremontowane szyny tramwajowe. Nowy Jork jest cichy.

Rowerzyści pojawili się momentalnie i przez cały mój pobyt nie znikali z zasięgu wzroku.


Od razu znalazłam też jedną z utworzonych w ostatnich latach przestrzeni publicznych za rządów przyjaznego mieszkańcom Michaela Bloomberga. Lubię wracać do wypowiedzi ówczesnej Komisarz do Spraw Transportu:


Janette Sadik-Khan dowodzi, że miasta (nawet ogromne metropolie) mogą stać się przyjazne mieszkańcom bez wielkich projektów, miesięcy zbędnych procedur i ogromnych nakładów finansowych... tymczasem Rafał powiesi sobie nad kominkiem zdjęcia Marylin Monroe kupione za jedyne 6mln z budżetu miejskiego.

Wracając do samego roweru, to w ostatnich latach stał się ważnym elementem krajobrazu miasta, krajobrazu również związanego z życiem nocnym. 

Po Nowym Jorku jeździ się.. BEZPIECZNIE! To fakt, uwierzcie. Składa się na to wiele czynników, postaram się wszystko dokładnie wyjaśnić w tym i w kolejnych postach o NYC.  

Wszystkie te filmy o hardcore'owych nowojorskich kurierach.. Sama czułam się początkowo zagrożona, jednak wyłącznie dlatego, że wszyscy mnie straszyli, a niektóry nawet odradzali mi rower ;)

Sobotni poranek w Bay Ridge po południowo-zachodniej stronie Brooklynu rozpoczęłam od wycieczki metrem w kierunku wypożyczalni rowerów.

W drodze rozglądałam się dookoła, bo lokalsi przecież zawsze dobrze wiedzą, czym się najlepiej jeździ po ich mieście.

Sensowne rowery znalazłam w okolicy Prospect Parku. Wypożyczenie roweru na całą dobę kosztowało ok. 30 dolarów.

- Chce Pani dodatkowo kask?
- Nie.
- Europejka? 
- Tak
- Wy zawsze bez kasków.. Ja jestem z Katalonii, też nie używam. Jak mnie policja zapyta o kask, to będę udawać turystę ale jeszcze nigdy mnie nie zapytali. 

Całkiem porządka szosówka amerykańskiej firmy Diamondback była dodatkowo wyposażona w zapasową dętkę sprytnie zamontowaną między siodełkiem a ramą. I tyle. 

Wszystkim podróżującym po miastach radzę - zabierajcie ze sobą zawsze małe, łatwo zdejmowalne lampki i zapięcie (ja na całe szczęście wzięłam U-lock mini - bezpieczny i mały, a przez to w miarę lekki do podróży).

Skoro już byłam w okolicy - postanowiłam odwiedzić Prospect Park. Jak się okazało - wszystkie miejskie tereny zielone były niegdyś również dostosowane do ruchu samochodowego. 3 pasy największej alei wewnątrz parku zostały podzielone - do biegania/chodzenia (dwukierunkowo), jeden rowerowy (jednokierunkowy) i jeden "samochodowy" (raczej dla karetek i dostaw z jakimś specjalnym pozwoleniem).  




Wyjeżdżając z parku od północy trafiłam na Grand Army Plaza z ogromnym łukiem tryumfalnym.. ale nie to interesowało mnie najbardziej. Skoro plac należy objechać dookoła,  to czy, a raczej jak pomyślano o ruchu rowerowym?





Rowerowe, dwukierunkowe korytko od wewnętrznej strony tego niby-ronda. 


W newralgicznych punktach licznie przecinających je dróg odgrodzone od jezdni (i pieszych!) wysepką.

Podążałam dalej na północ, zwiedzając również liczne ulice dookoła. Stojaki są porządne, choć jest ich niestety niewiele. Złodziejstwo - jak wszędzie. Chyba, że właściciel zabrał siodełko z sobą.. ;)

Właśnie.. jeden z głównych powodów BEZPIECZEŃSTWA na nowojorskich drogach jest taki, że ROWERZYŚCI JEŻDŻĄ ULICAMI! Wyjaśniam.. kierowcy mają świadomość ich ciągłej obecności. Gdyby kierowca spowodował wypadek ze słabszym uczestnikiem ruchu (pieszy, rowerzysta), to idzie za kraty i tyle. Nikt się nie wymiga wujkiem na komendzie, nikt nie ucieknie z miejsca przestępstwa. Tak samo jest w Kopenhadze - bardzo zaostrzone przepisy i ich RESPEKTOWANIE poprawiają bezpieczeństwo na drodze. Faktyczne bezpieczeństwo wzrasta wraz z szacunkiem ze strony tak zwanych silniejszych uczestników ruchu. Nie amulety typu kask, czy odblask. Kask w niczym nie pomoże przy zderzeniu z samochodem jadącym 60km/h w strefie 30.. (patrz progi nie-tak-bardzo-zwalniające przy Purkyniego). Szczerze mówiąc, to prawie ŻADEN rowerzysta w Nowym Jorku nie używa nawet światełek.. choć to uważam już za pewną głupotę. Przez cały czas, jaki spędziłam w Nowym Jorku nie widziałam nikogo na chodniku (poza parą turystów uciekających przed letnią burzą niedzielnej nocy).



I mną.. ale wyłącznie przez moment i tylko dla potrzeb wakacyjnego #selfie z mojej samotnej nowojorskiej przygody ;)

Ciąg dalszy nastąpi!